Jak wiemy, formy osobowe czasowników odmieniają się przez rodzaj, ale tylko w czasie przeszłym¹: jadłem, jadłam, jadłom (ostatnia forma potencjalna, ale raczej poprawna²). Takie asymetrie oczywiście nie są rzadkie w językach naturalnych, ale zawsze mają jakąś przyczynę.
Spójrzmy na zdania: „Gdzieś ty się włóczył?”, „Jeszczem nie skończył”, „Gdym ją ujrzał, stanął czas”, „Tyś oszalał”. W każdym z nich końcówkę -ś/-m można przenieść do czasownika (być może zmieniając na -eś/-em), nie zmieniając podstawowego sensu, najwyżej wydźwięk: „Gdzie ty się włóczyłeś?”, „Jeszcze nie skończyłem” itd. Widać, że końcówki -(e)m/-(e)ś (a także -(e)śmy/-(e)ście) mogą się przyklejać do bardzo różnych części mowy, w tym nieodmiennych, więc większy sens ma uznanie ich za osobne formy doklejające się do poprzedniego wyrazu, niż końcówki gramatyczne (wyraz tego typu to enklityka).
Ale konsekwencją tego jest uznanie form czasu przeszłego nie za jedną formę, ale połączenie formy czasownika z formą aglutynacyjną (doklejaną): jadł+em, jadła+m, jedli+śmy itp. Ta forma jest nazywana pseudoimiesłowem³. Nietrudno zrozumieć tę nazwę: pseudomiesłów, podobnie jak imiesłowy przymiotnikowe, odmienia się przez rodzaj i liczbę, ale w przeciwieństwie do nich nie odmienia się przez przypadek.
Pseudoimiesłów pojawia się również w innych konstrukcjach: w trybie warunkowym, gdzie zamiast „Jadłby” można powiedzieć „On by jadł” (i można uznać, że pseudoimiesłów występuje w obu wersjach, z enklityką by lub samodzielnie) oraz w czasie przyszłym złożonym, gdzie można go użyć alternatywnie z bezokolicznikiem: „Będę jeść”, „Będę jadła”⁴. Jest jeszcze jedna taka konstrukcja, obecnie przestarzała: czas zaprzeszły, np. „Jadł był”. Widać, że struktura jest analogiczna do czasu przyszłego złożonego, z tą różnicą, że w czasie zaprzeszłym mogą być również czasowniki dokonane.
Napisałem, że cząstki -(e)m, -(e)ś itp. można uznać za osobne formy, ale formy czego, jakiego hasła? Analogia z czasem przyszłym złożonym i zaprzeszłym sugeruje czasownik być. Takie własnie jest stanowisko językoznawców. Dodatkowym argumentem są takie zdania jak „Głupiś” (= „Jesteś głupi”) ioraz tytułowe „Świniam” (= „Jestem świnia”) pochodzące ze Składni współczesnego języka polskiego Z. Saloniego i M. Świdzińskiego.
Profesor Świdziński zajmował się badaniem polskiego języka migowego i
miał pewien kontakt ze społecznością polskich Głuchych. Głusi używają
między sobą imion będących zwykle pojedynczym gestem, oczywiście palcowanie literek
jest mało praktyczne. Imię, które otrzymał prof. Świdziński jest
identyczne ze znakiem oznaczającym świnię, ze względu na podobne
początkowe litery (Głusi ze względu na odmienny język ojczysty mają
również odmienną kulturę i podobno dla nich świnia nie ma
obraźliwego wydźwięku). Nie wiem, czy to było
inspiracją do przykładu w SWJP, ale migowe imię daje profesorowi dobry pretekst do
powiedzenia o sobie „Świniam”.
¹ Oraz w przyszłym złożonym: będę jadł/a/o, o ile jesteśmy skłonni to uznać za odmianę.
² W zrównoważonym (300-milionowym) podkorpusie NKJP formy czasowników na -om, -oś pojawiają się tylko w dwóch tekstach. Raz w wypowiedziach pianina, a raz w formie apostrofy do „miejsca ziemi świętej”.
³ O ile wiem, termin ten został wprowadzony w Czasowniku polskim Z. Saloniego (2001).
⁴ Według Grzegorza Jagodzińskiego formy te nie były równoważne w czasach przedpiśmiennych i odpowiadały z grubsza angielskim czasom Future Simple i Future Perfect.
wtorek, 9 czerwca 2015
niedziela, 1 marca 2015
Półdruga
Liczebnik jest chyba najdzikszą częścią mowy w języku polskim. Będę używał tego pojęcia tak jak u prof. Saloniego¹, a więc rozumiejąc przez to tradycyjnie rozumiane liczebniki główne (dwa, trzy, cztery…) i zbiorowe (dwoje, troje, czworo, …). Tzw. liczebniki porządkowe (pierwszy, drugi, trzeci, …) nie są w tej typologii uznawane za liczebniki, ponieważ mają dokładnie takie same cechy gramatyczne jak przymiotniki. Również jeden należy uznać za przymiotnik, jeśli jest użyty samodzielnie, np. „jeden koń”; w przeciwieństwie do sytuacji, kiedy jest częścią wieloczłonowego wyrażenia liczebnikowego, np. „dwadzieścia jeden koni”.
Mówiąc krótko i niezbyt precyzyjnie, liczebniki to wyrazy mogące wchodzić w związek rządu z rzeczownikiem, któremu narzucają liczbę i przypadek.
Pod względem fleksji liczebniki można podzielić na cztery główne grupy:
Ale półtora nie jest jedynym liczebnikiem odmieniającym się w ten sposób. W Słowniku gramatycznym języka polskiego jest takich liczebników dwanaście i wszystkie zaczynają się od pół-. Oprócz półtora są to: półtrzecia, półczwarta, półpięta, półszósta/półszosta, półsiódma/półsiodma, półósma/półosma, półdziewięta, półdziesięta. Wszystkie poza półtora są oznaczone jako dawne. Widać, że wszystkie poza półtora są zbudowane na tej samej zasadzie: przedrostek pół- i forma liczebnika porządkowego (być może zniekształcona w stosunku do współczesnej).
W znanej bajce Mickiewicza Lis i kozieł pojawia się półczwarta: „Studnia na półczwarta łokcia”, co oznaczało trzy i pół łokcia głębokości. Więc dlaczego półtora, a nie półdruga? Odpowiedź jest prosta: jakiś czas temu po polsku mówiło się raczej wtóry niż drugi (a wcześniej zapewne wtory, stąd wtorek; również inne liczebniki z tej grupy w SGJP mają warianty z ó/o). Trudne do wymówienia półwtora uprościło się do półtora. To tak oczywiste, a dotarło do mnie dopiero niedawno, po wielu latach zastanawiania się, o co chodzi z tym „torem”…
W staropolskim istniał również przymiotnik drugi, ale znaczył tyle co drogi (jak w „mój drogi”). Pochodzi od prasłowiańskiego rdzenia *drȗgъ, od którego pochodzą również takie słowa jak druh, drużyna. Żeby było ciekawiej, według Wiktionary drogi pochodzi od innego rdzenia: *dorgъ, co by oznaczało, że nie postał wprost ze zniekształcenia drugi. Z rzutu oka na listę tłumaczeń w Wiktionary wynika, że w językach słowiańskich słowo na „następujący po pierwszym” dużo częściej pochodzi od rdzenia *drȗgъ niż *vъtorъ (od którego pochodził wtóry). Może więc język polski poddał się w końcu dominującej tendencji, jednocześnie opierając się największemu sąsiadowi (po rosyjsku nadal jest второй).
¹ Z. Saloni (1977) Kategorie gramatyczne liczebników we współczesnym języku polskim, w: Studia gramatyczne I, s. 145–173, Wrocław.
Mówiąc krótko i niezbyt precyzyjnie, liczebniki to wyrazy mogące wchodzić w związek rządu z rzeczownikiem, któremu narzucają liczbę i przypadek.
Pod względem fleksji liczebniki można podzielić na cztery główne grupy:
- te, które się nie odmieniają, np. wiele,
- te, które odmieniają się przez przypadek i rodzaj i mają osobne formy dla rodzajów: nijakiego zbiorowego, przymnogiego zbiorowego i przymnogiego męskoosobowego (nazewnictwo z wpisu o rodzaju): dwoje dzieci, czworo skrzypiec, piętnaścioro państwa,
- te, które odmieniają się przez przypadek i rodzaj, ale odróżniają tylko rodzaj męski osobowy: ośmiuset mężczyzn, osiemset kobiet, osiemset dzieci, osiemset koni.
- te, które nie odmieniają się przez przypadek, a rodzaj odróżniają jedynie żeński: półtora roku, półtora jabłka, półtorej godziny.
Ostatnie lata przyniosły też zdumiewające zjawisko zniewieścienia wszystkiego, co występuje w liczbie jeden i pół. Wszystkie rzeczowniki dotychczas męskie w tej sytuacji stają się żeńskie. Kiedyś mówiło się „półtora metra”, „półtora złotego”, „półtora dnia”, dziś mówi się „półtorej dnia”, „półtorej złotego”, „półtorej kilometra”, tak jak gdyby istniał nie ten kilometr, tylko ta kilometra, której jest półtorej. Kto i dlaczego odebrał rzeczownikom męskość, powinni zbadać seksuolodzy.W moim odczuciu nie jest to odebranie męskości, ale uznanie półtorej za formę pasującą do wszystkich rodzajów, a nie tylko żeńskiego.
Ale półtora nie jest jedynym liczebnikiem odmieniającym się w ten sposób. W Słowniku gramatycznym języka polskiego jest takich liczebników dwanaście i wszystkie zaczynają się od pół-. Oprócz półtora są to: półtrzecia, półczwarta, półpięta, półszósta/półszosta, półsiódma/półsiodma, półósma/półosma, półdziewięta, półdziesięta. Wszystkie poza półtora są oznaczone jako dawne. Widać, że wszystkie poza półtora są zbudowane na tej samej zasadzie: przedrostek pół- i forma liczebnika porządkowego (być może zniekształcona w stosunku do współczesnej).
W znanej bajce Mickiewicza Lis i kozieł pojawia się półczwarta: „Studnia na półczwarta łokcia”, co oznaczało trzy i pół łokcia głębokości. Więc dlaczego półtora, a nie półdruga? Odpowiedź jest prosta: jakiś czas temu po polsku mówiło się raczej wtóry niż drugi (a wcześniej zapewne wtory, stąd wtorek; również inne liczebniki z tej grupy w SGJP mają warianty z ó/o). Trudne do wymówienia półwtora uprościło się do półtora. To tak oczywiste, a dotarło do mnie dopiero niedawno, po wielu latach zastanawiania się, o co chodzi z tym „torem”…
W staropolskim istniał również przymiotnik drugi, ale znaczył tyle co drogi (jak w „mój drogi”). Pochodzi od prasłowiańskiego rdzenia *drȗgъ, od którego pochodzą również takie słowa jak druh, drużyna. Żeby było ciekawiej, według Wiktionary drogi pochodzi od innego rdzenia: *dorgъ, co by oznaczało, że nie postał wprost ze zniekształcenia drugi. Z rzutu oka na listę tłumaczeń w Wiktionary wynika, że w językach słowiańskich słowo na „następujący po pierwszym” dużo częściej pochodzi od rdzenia *drȗgъ niż *vъtorъ (od którego pochodził wtóry). Może więc język polski poddał się w końcu dominującej tendencji, jednocześnie opierając się największemu sąsiadowi (po rosyjsku nadal jest второй).
¹ Z. Saloni (1977) Kategorie gramatyczne liczebników we współczesnym języku polskim, w: Studia gramatyczne I, s. 145–173, Wrocław.
sobota, 14 lutego 2015
Dopełniacz po negacji
W przypadku większości czasowników przechodnich, tzn. takich, które mogą mieć dopełnienie, jest ono zwykle frazą rzeczownikową w bierniku, np. „Czytam [kogo? co?] książkę”. Istnieją też czasowniki, w których dopełnienie jest w dopełniaczu (kogo? czego?): np. bronić, celowniku (komu? czemu?): wierzyć lub narzędniku (kim? czym?): dyrygować. Jednak w najczęstszym przypadku, jeśli dopełnienie jest w bierniku, to w przypadku zaprzeczonego zdania dopełnienie jest już w dopełniaczu: „Nie czytam [kogo? czego?] książki”.
Ciekawe jest to, że czasownik nie musi być bezpośrednio zaprzeczony, żeby jego dopełnienie przeszło z biernika do dopełniacza. W przypadku dopełnienia w postaci czasownika w bezokoliczniku (np. „Lubię zmywać naczynia”) zaprzeczenie całego zdania również wymusza dopełniacz („Nie lubię zmywać naczyń”). Tego typu przejście jest możliwe również bez jakiegolwiek zaprzeczenia, z czasownikiem nienawidzić. W Narodowym Korpusie Języka Polskiego znalazłem po jednym przykładzie dla „nienawidzić [robić coś]” i „nienawidzić [robić czegoś]”: „takim się (jeszcze) ostałem, nienawidzącym szczerze opuszczać wygrzanych kołder” (nie: wygrzane kołdry) i „nienawidzę sam robić sobie jedzenie” (nie: jedzenia).
Nienawidzieć jest chyba jedynym czasownikiem o tej własności. Miałem hipotezę, że może inny czasownik o wydźwięku negatywnym i łączący się zarówno z dopełnieniem w dopełniaczu, jak bezokoliczniku, też miałby tę własność. Znalazłem nawet takie czasowniki: zabronić i zakazać (oraz ich odpowiedniki aspektowe). Jednak wyniki wyszukiwania w NKJP jasno wskazują, że w tym przypadku nie zachodzi analogiczne zjawisko: jest np. „mogę zabronić jej wypłacić tę kwotę” (nie: tej kwoty) i nie znalazłem żadnego przykładu z dopełniaczem. Oczywiście dopełniacz znowu pojawi się przy zaprzeczeniu: „nikt już nie zabroni nam wziąć naszych spraw w swoje ręce”.
Tym razem krótko. Uznałem, że warto zwrócić uwagę na to zagadnienie, ale nie mam już nic więcej do dodania.
Ciekawe jest to, że czasownik nie musi być bezpośrednio zaprzeczony, żeby jego dopełnienie przeszło z biernika do dopełniacza. W przypadku dopełnienia w postaci czasownika w bezokoliczniku (np. „Lubię zmywać naczynia”) zaprzeczenie całego zdania również wymusza dopełniacz („Nie lubię zmywać naczyń”). Tego typu przejście jest możliwe również bez jakiegolwiek zaprzeczenia, z czasownikiem nienawidzić. W Narodowym Korpusie Języka Polskiego znalazłem po jednym przykładzie dla „nienawidzić [robić coś]” i „nienawidzić [robić czegoś]”: „takim się (jeszcze) ostałem, nienawidzącym szczerze opuszczać wygrzanych kołder” (nie: wygrzane kołdry) i „nienawidzę sam robić sobie jedzenie” (nie: jedzenia).
Nienawidzieć jest chyba jedynym czasownikiem o tej własności. Miałem hipotezę, że może inny czasownik o wydźwięku negatywnym i łączący się zarówno z dopełnieniem w dopełniaczu, jak bezokoliczniku, też miałby tę własność. Znalazłem nawet takie czasowniki: zabronić i zakazać (oraz ich odpowiedniki aspektowe). Jednak wyniki wyszukiwania w NKJP jasno wskazują, że w tym przypadku nie zachodzi analogiczne zjawisko: jest np. „mogę zabronić jej wypłacić tę kwotę” (nie: tej kwoty) i nie znalazłem żadnego przykładu z dopełniaczem. Oczywiście dopełniacz znowu pojawi się przy zaprzeczeniu: „nikt już nie zabroni nam wziąć naszych spraw w swoje ręce”.
Tym razem krótko. Uznałem, że warto zwrócić uwagę na to zagadnienie, ale nie mam już nic więcej do dodania.
czwartek, 29 stycznia 2015
Zgadywanie aspektu
Aspekt w polskiej gramatyce jest kategorią dotyczącą wyłącznie czasowników, określającą w przybliżeniu to, czy czasownik odnosi się do czynności kontynuowanej (niedokonanej), czy zakończonej (dokonanej). W części języków europejskich zamiast tego jest system czasów, który uwzględnia to rozróżnienie (np. w angielskim czasy Continuous i Perfect) i ten sam czasownik może być używany w obu funkcjach.
W języku polskim aspekt jest kategorią czysto słownikową, co oznacza, że nie istnieje odmiana przez aspekt*: wszystkie formy czasownika dokonanego są dokonane, a niedokonanego – niedokonane.
Aspekt czasownika jest widoczny przede wszystkim w sposobie odmiany przez czas. Czasowniki niedokonane mają czas przeszły, teraźniejszy i przyszły złożony (robił, robi, będzie robił), a dokonane mają czas przeszły, przyszły prosty (zrobił, zrobi) i nie mają czasu teraźniejszego. Różnica jest też w występowaniu imiesłowów: niedokonane mają imiesłów przymiotnikowy czynny (robiący) i przysłówkowy uprzedni (robiąc), których nie mają dokonane, za to dokonane mają imiesłów przysłówkowy uprzedni (zrobiwszy), nieobecny dla niedokonanych.
Wiele czasowników łączy się w pary aspektowe, jak wspomniane już robić — zrobić, malować — pomalować, pisać — napisać. Nie jest to uznawane za odmianę, podobnie jak nie są odmianą warianty męskie i żeńskie rzeczowników. Zwykle takie pary są tworzone przez przedrostek zmieniający czasownik niedokonany w dokonany, ale takich przedrostków jest kilkanaście i trzeba wiedzieć, którego użyć. Są też inne nieregularności, np. stawiać — postawić lub stawić (w zależności od znaczenia), zapisywać — zapisać, iść — pójść, mówić — powiedzieć, brać — wziąć. Czasem też nie ma jednoznacznego odpowiednika aspektowego, np. polować ma równorzędne odpowiedniki dokonane upolować i zapolować.
Wygląda na to, że Polacy nie mają trudności z określaniem aspektu, nawet jeśli spotykają się z danym czasownikiem po raz pierwszy. Takie rozróżnianie jest potrzebne np. do tego, by stwierdzić, czy forma finitywna czasownika jest przyszła, czy teraźniejsza — bo obie są tworzone dokładnie tak samo: robię — zrobię, wiem — powiem, puchnie — machnie. Po czym to poznajemy?
Parę lat temu uznałem, że opracowanie mechanicznej metody określania aspektu nie może być bardzo trudne. Pierwsze spostrzeżenie: wiele czasowników dokonanych zaczyna się na jeden z prefiksów: do-, na-, nad(e)-, o-, ob(e)-, od(e)-, po-, pod(e)-, prze-, przy-, roz(e)-, s/ś/z(e)-, u-, w(e)-, wy-, za- i obcięcie tego prefiksu daje czasownik niedokonany.
Powyższą listę prefiksów zrobiłem własnoręcznie w trakcie pisania tego wpisu (wcześniej tylko zaobserwowałem istnienie zjawiska). Wziąłem z danych Słownika gramatycznego języka polskiego listę czasowników dokonanych i niedokonanych i przeliczyłem (oczywiście nie ręcznie), co można uciąć z czasowników dokonanych, żeby dostać niedokonane. Oczywiście pojawiło się sporo przypadkowych rzeczy, np. poro- (porobić, porosnąć, porozlewać itp.), ale te właściwe pasowały do największej liczby par czasowników dokonanych i niedokonanych.
Oczywiście nie do każdego czasownika niedokonanego pasuje każdy prefiks. Prefiksy zakończone spółgłoską (oprócz s- i ś-) mają opcjonalne „e”, które jest używane dla pewnych czasowników spełniających dość złożone warunki. Z prefiksów s-, ś-, z(e)- może pasować najwyżej jeden, w zależności od tego, od jakiej dany czasownik zaczyna się spółgłoski.
Większość prefiksów — wszystkie poza wariantami z e oraz innymi wariantami z- — ma zastosowanie dla czasownika sunąć (dosunąć, nasunąć, nadsunąć itd.). Oto przykłady dla pozostałych**:
Taką hipotezę można łatwo przetestować na danych z SGJP. Oto wynik: na 30438 czasowników 16196 ma opisaną własność (obcięcie prefiksu z listy daje istniejący czasownik), w tym 14524 to czasowniki dokonane, a 1672 — niedokonane. To oznacza, że hipoteza działa w ok. 90% przypadków, w których w ogóle daje się zastosować. To już coś, ale mogłoby być lepiej.
Spójrzmy, w jakich sytuacjach hipoteza przestaje działać. Część z tego to przypadkowe zbieżności, np. świnić — winić, rozumieć — umieć, ale ogromna większość (np. oddawać — dawać, przełykać — łykać) ma źródło w dosyć regularnym zjawisku. Wiele czasowników niedokonanych można połączyć w powiązane morfologicznie pary o bardzo zbliżonym znaczeniu, zróżnicowanym mniej więcej tak, że jeden odpowiada czynności wykonywanej w pojedynczym odcinku czasu, a drugi — czynności regularnie powtarzanej. Takie czasowniki są nazywane odpowiednio: jedno- i wielokrotnymi. Przykłady: spać i sypiać, grać i grywać, bić i bijać, mówić i mawiać. Różnice między czasownikami w tych parach wydają się na tyle różnorodne i nieregularne, że nawet nie próbuję ich klasyfikować. Jednak mimo tego trudno się nie zgodzić, że jest to pewne spójne zjawisko.
Związek tego zjawiska z prefiksami i aspektem jest taki: o ile czasownik niedokonany jednokrotny zmienia się w dokonany po dodaniu jednego z wcześniej wymienionych prefiksów, to czasownik wielokrotny pozostaje niedokonany również z prefiksem. Dlatego np. czasowniki zasypiać, przegrywać, rozbijać, odmawiać są niedokonane. Warto zwrócić uwagę, że czasem do takiego czasownika można dodać drugi prefiks i otrzymać wreszcie czasownik dokonany, np. powypuszczać, naustawiać. Czasem i to nie wystarczy i np. czasownik podupadać (pod-u-padać) jest nadal niedokonany. Przy pojedynczym prefiksie też nie ma żelaznych reguł i nieraz ten sam czasownik niedokonany z jednym prefiksem stanie się dokonany, a z innym pozostanie niedokonany. Np. łazić z prefiksami przy-, prze-, z- itp. daje czasowniki niedokonane, ale już połazić jest dokonany.
Umiejętność rozpoznawania czasowników wielokrotnych pozwoliłaby dużo lepiej wykrywać aspekt czasowników: można by oprzeć się na wcześniejszej obserwacji i przyjąć, że czasownik wielokrotny z prefiksem będzie niedokonany, a z dwoma prefiksami — dokonany. To już nam da o wiele lepszy test niż poprzednio. Jeszcze więcej dałoby rozpoznawanie form utworzonych analogicznie do czasowników wielokrotnych, ale nieistniejących jako samodzielne czasowniki. Czasem takie czasowniki istniały kiedyś w języku, ale zanikły, np. rabiać (notowany jeszcze u Doroszewskiego), bierać, wisać (od wisieć) itp., ale czasem jest prawdopodobne, że nigdy nie istniały, np. *kwalifikowywać, *rządzać. Czasownik złożony z prefiksu i takiego nibyczasownika wielokrotnego będzie najprawdopodobniej niedokonany: obrabiać, wybierać, zwisać, przekwalifikowywać, urządzać.
Nie wszystkie czasowniki dokonane zaczynają się od któregoś z wymienionych prefiksów (niezależnie, czy dalsza część jest istniejącym czasownikiem), ale tych pozostałych jest bardzo mało: 300 z 30438 badanych. Większość z nich (wszystkie oprócz 37) kończy się w bezokoliczniku na -nąć, ale nie jest to końcówka charakterystyczna dla dokonanych, bo jest zarówno machnąć, jak moknąć. Zgadywanie aspektu takich czasowników nie wydaje się prostym zadaniem. Podobnie jak tych niezakończonych na -nąć: np. skąd wiedzieć z góry, że trafić jest dokonany, jeśli trefić nie jest. Jednak to są tylko nieliczne przypadki.
Jeszcze jedna ciekawostka: czasownik iść pozornie nie łączy się z rozpatrywanymi tutaj prefiksami, ale tak naprawdę łączy się z większością, dla utrudnienia wymieniając i na j: nadejść, dojść, przyjść itd. W przypadku pójść mamy unikatowy przykład wymiany prefiksu po- na pó-. Istnieje też drugi czasownik, w którym i wymienia się na j przed prefiksami: przestarzały imować (wielokrotny wariant imać). Od niego są m.in. pojmować, przyjmować, podejmować.
Na koniec pytanie: jaki aspekt ma czasownik abdykować? Inaczej mówiąc, czy abdykuje to czas teraźniejszy, czy przyszły? Odpowiedź brzmi: oba, zależnie od kontekstu. Jeśli król abdykuje jutro, to czas jest przyszły, a jeśli abdykuje właśnie teraz, to oczywiście teraźniejszy. Takich czasowników na szczęście również nie jest zbyt dużo, w danych z SGJP zaledwie 265. Poza tym są też międzyaspektowe homonimy, jak np. narzucać: w znaczeniu ‘rzucić gdzieś wiele czegoś’ jest dokonany, a w znaczeniu ‘rzucać na wierzch’ jest niedokonany. Tego również nie jest dużo, naliczyłem 181.
Mam wrażenie, że w polskiej gramatyce można zacząć badać dowolny podstawowy element i mieć już zapewnione zajęcie na długi czas.
* W dominującej koncepcji językoznawczej. Możliwe są też inne koncepcje, w których czasowniki odmieniają się przez aspekt.
** Dla jasności: to są przykłady uzyskiwania czasowników dokonanych z niedokonanych za pomocą prefiksów. Podane pary niekoniecznie są odpowiednikami aspektowymi.
W języku polskim aspekt jest kategorią czysto słownikową, co oznacza, że nie istnieje odmiana przez aspekt*: wszystkie formy czasownika dokonanego są dokonane, a niedokonanego – niedokonane.
Aspekt czasownika jest widoczny przede wszystkim w sposobie odmiany przez czas. Czasowniki niedokonane mają czas przeszły, teraźniejszy i przyszły złożony (robił, robi, będzie robił), a dokonane mają czas przeszły, przyszły prosty (zrobił, zrobi) i nie mają czasu teraźniejszego. Różnica jest też w występowaniu imiesłowów: niedokonane mają imiesłów przymiotnikowy czynny (robiący) i przysłówkowy uprzedni (robiąc), których nie mają dokonane, za to dokonane mają imiesłów przysłówkowy uprzedni (zrobiwszy), nieobecny dla niedokonanych.
Wiele czasowników łączy się w pary aspektowe, jak wspomniane już robić — zrobić, malować — pomalować, pisać — napisać. Nie jest to uznawane za odmianę, podobnie jak nie są odmianą warianty męskie i żeńskie rzeczowników. Zwykle takie pary są tworzone przez przedrostek zmieniający czasownik niedokonany w dokonany, ale takich przedrostków jest kilkanaście i trzeba wiedzieć, którego użyć. Są też inne nieregularności, np. stawiać — postawić lub stawić (w zależności od znaczenia), zapisywać — zapisać, iść — pójść, mówić — powiedzieć, brać — wziąć. Czasem też nie ma jednoznacznego odpowiednika aspektowego, np. polować ma równorzędne odpowiedniki dokonane upolować i zapolować.
Wygląda na to, że Polacy nie mają trudności z określaniem aspektu, nawet jeśli spotykają się z danym czasownikiem po raz pierwszy. Takie rozróżnianie jest potrzebne np. do tego, by stwierdzić, czy forma finitywna czasownika jest przyszła, czy teraźniejsza — bo obie są tworzone dokładnie tak samo: robię — zrobię, wiem — powiem, puchnie — machnie. Po czym to poznajemy?
Parę lat temu uznałem, że opracowanie mechanicznej metody określania aspektu nie może być bardzo trudne. Pierwsze spostrzeżenie: wiele czasowników dokonanych zaczyna się na jeden z prefiksów: do-, na-, nad(e)-, o-, ob(e)-, od(e)-, po-, pod(e)-, prze-, przy-, roz(e)-, s/ś/z(e)-, u-, w(e)-, wy-, za- i obcięcie tego prefiksu daje czasownik niedokonany.
Powyższą listę prefiksów zrobiłem własnoręcznie w trakcie pisania tego wpisu (wcześniej tylko zaobserwowałem istnienie zjawiska). Wziąłem z danych Słownika gramatycznego języka polskiego listę czasowników dokonanych i niedokonanych i przeliczyłem (oczywiście nie ręcznie), co można uciąć z czasowników dokonanych, żeby dostać niedokonane. Oczywiście pojawiło się sporo przypadkowych rzeczy, np. poro- (porobić, porosnąć, porozlewać itp.), ale te właściwe pasowały do największej liczby par czasowników dokonanych i niedokonanych.
Oczywiście nie do każdego czasownika niedokonanego pasuje każdy prefiks. Prefiksy zakończone spółgłoską (oprócz s- i ś-) mają opcjonalne „e”, które jest używane dla pewnych czasowników spełniających dość złożone warunki. Z prefiksów s-, ś-, z(e)- może pasować najwyżej jeden, w zależności od tego, od jakiej dany czasownik zaczyna się spółgłoski.
Większość prefiksów — wszystkie poza wariantami z e oraz innymi wariantami z- — ma zastosowanie dla czasownika sunąć (dosunąć, nasunąć, nadsunąć itd.). Oto przykłady dla pozostałych**:
- słać — nadesłać,
- rwać — oberwać,
- grać — rozegrać,
- tanieć — stanieć,
- ciąć — ściąć,
- trzeć — zetrzeć,
- ssać — wessać.
Taką hipotezę można łatwo przetestować na danych z SGJP. Oto wynik: na 30438 czasowników 16196 ma opisaną własność (obcięcie prefiksu z listy daje istniejący czasownik), w tym 14524 to czasowniki dokonane, a 1672 — niedokonane. To oznacza, że hipoteza działa w ok. 90% przypadków, w których w ogóle daje się zastosować. To już coś, ale mogłoby być lepiej.
Spójrzmy, w jakich sytuacjach hipoteza przestaje działać. Część z tego to przypadkowe zbieżności, np. świnić — winić, rozumieć — umieć, ale ogromna większość (np. oddawać — dawać, przełykać — łykać) ma źródło w dosyć regularnym zjawisku. Wiele czasowników niedokonanych można połączyć w powiązane morfologicznie pary o bardzo zbliżonym znaczeniu, zróżnicowanym mniej więcej tak, że jeden odpowiada czynności wykonywanej w pojedynczym odcinku czasu, a drugi — czynności regularnie powtarzanej. Takie czasowniki są nazywane odpowiednio: jedno- i wielokrotnymi. Przykłady: spać i sypiać, grać i grywać, bić i bijać, mówić i mawiać. Różnice między czasownikami w tych parach wydają się na tyle różnorodne i nieregularne, że nawet nie próbuję ich klasyfikować. Jednak mimo tego trudno się nie zgodzić, że jest to pewne spójne zjawisko.
Związek tego zjawiska z prefiksami i aspektem jest taki: o ile czasownik niedokonany jednokrotny zmienia się w dokonany po dodaniu jednego z wcześniej wymienionych prefiksów, to czasownik wielokrotny pozostaje niedokonany również z prefiksem. Dlatego np. czasowniki zasypiać, przegrywać, rozbijać, odmawiać są niedokonane. Warto zwrócić uwagę, że czasem do takiego czasownika można dodać drugi prefiks i otrzymać wreszcie czasownik dokonany, np. powypuszczać, naustawiać. Czasem i to nie wystarczy i np. czasownik podupadać (pod-u-padać) jest nadal niedokonany. Przy pojedynczym prefiksie też nie ma żelaznych reguł i nieraz ten sam czasownik niedokonany z jednym prefiksem stanie się dokonany, a z innym pozostanie niedokonany. Np. łazić z prefiksami przy-, prze-, z- itp. daje czasowniki niedokonane, ale już połazić jest dokonany.
Umiejętność rozpoznawania czasowników wielokrotnych pozwoliłaby dużo lepiej wykrywać aspekt czasowników: można by oprzeć się na wcześniejszej obserwacji i przyjąć, że czasownik wielokrotny z prefiksem będzie niedokonany, a z dwoma prefiksami — dokonany. To już nam da o wiele lepszy test niż poprzednio. Jeszcze więcej dałoby rozpoznawanie form utworzonych analogicznie do czasowników wielokrotnych, ale nieistniejących jako samodzielne czasowniki. Czasem takie czasowniki istniały kiedyś w języku, ale zanikły, np. rabiać (notowany jeszcze u Doroszewskiego), bierać, wisać (od wisieć) itp., ale czasem jest prawdopodobne, że nigdy nie istniały, np. *kwalifikowywać, *rządzać. Czasownik złożony z prefiksu i takiego nibyczasownika wielokrotnego będzie najprawdopodobniej niedokonany: obrabiać, wybierać, zwisać, przekwalifikowywać, urządzać.
Nie wszystkie czasowniki dokonane zaczynają się od któregoś z wymienionych prefiksów (niezależnie, czy dalsza część jest istniejącym czasownikiem), ale tych pozostałych jest bardzo mało: 300 z 30438 badanych. Większość z nich (wszystkie oprócz 37) kończy się w bezokoliczniku na -nąć, ale nie jest to końcówka charakterystyczna dla dokonanych, bo jest zarówno machnąć, jak moknąć. Zgadywanie aspektu takich czasowników nie wydaje się prostym zadaniem. Podobnie jak tych niezakończonych na -nąć: np. skąd wiedzieć z góry, że trafić jest dokonany, jeśli trefić nie jest. Jednak to są tylko nieliczne przypadki.
Jeszcze jedna ciekawostka: czasownik iść pozornie nie łączy się z rozpatrywanymi tutaj prefiksami, ale tak naprawdę łączy się z większością, dla utrudnienia wymieniając i na j: nadejść, dojść, przyjść itd. W przypadku pójść mamy unikatowy przykład wymiany prefiksu po- na pó-. Istnieje też drugi czasownik, w którym i wymienia się na j przed prefiksami: przestarzały imować (wielokrotny wariant imać). Od niego są m.in. pojmować, przyjmować, podejmować.
Na koniec pytanie: jaki aspekt ma czasownik abdykować? Inaczej mówiąc, czy abdykuje to czas teraźniejszy, czy przyszły? Odpowiedź brzmi: oba, zależnie od kontekstu. Jeśli król abdykuje jutro, to czas jest przyszły, a jeśli abdykuje właśnie teraz, to oczywiście teraźniejszy. Takich czasowników na szczęście również nie jest zbyt dużo, w danych z SGJP zaledwie 265. Poza tym są też międzyaspektowe homonimy, jak np. narzucać: w znaczeniu ‘rzucić gdzieś wiele czegoś’ jest dokonany, a w znaczeniu ‘rzucać na wierzch’ jest niedokonany. Tego również nie jest dużo, naliczyłem 181.
Mam wrażenie, że w polskiej gramatyce można zacząć badać dowolny podstawowy element i mieć już zapewnione zajęcie na długi czas.
* W dominującej koncepcji językoznawczej. Możliwe są też inne koncepcje, w których czasowniki odmieniają się przez aspekt.
** Dla jasności: to są przykłady uzyskiwania czasowników dokonanych z niedokonanych za pomocą prefiksów. Podane pary niekoniecznie są odpowiednikami aspektowymi.
wtorek, 18 listopada 2014
Dżender gramatyczny
Ile jest rodzajów w języku polskim? Ze szkoły pewnie pamiętamy, że trzy: męski, żeński i nijaki. Wikipedia twierdzi, że pięć, bo rodzaj męski rozbija na trzy: męski osobowy, męski nieosobowy żywotny, męski nieosobowy nieżywotny.
Z grubsza chcielibyśmy, żeby podmienienie w poprawnym zdaniu rzeczownika na inny rzeczownik o tym samym rodzaju, liczbie i przypadku dawało zawsze zdanie poprawne gramatycznie (niekoniecznie sensowne). Artykuł w Wikipedii jako kryterium bierze zgodność z przymiotnikiem. To odpowiada wymaganiu, żeby rzeczowniki tego samego rodzaju łączyły się w danym przypadku z takimi samymi formami przymiotników. Sam biernik liczby pojedynczej pozwala wyróżnić cztery klasy: żeńską: „nową szafę”, nijaką: „nowe krzesło” i dwie męskie, bo mamy „nowego psa” i „nowy stół”, ale nie „nowy psa” albo „nowego stół”, co już pokazuje, że nie możemy wszystkich rzeczowników męskich traktować jako jeden rodzaj. Dalej, mianownik liczby pojedynczej pozwala odróżnić rodzaj męski osobowy, bo są „nowi pracownicy” i „nowe psy”. Trzy wyodrębnione rodzaje męskie będę dalej nazywał męskim osobowym, męskim zwierzęcym i męskim rzeczowym. Rodzaj męski rzeczowy zwykle najłatwiej rozpoznać po tym, że ma zawsze biernik równy mianownikowi.
Zgodność z przymiotnikami to jeszcze za mało, żeby określić klasy wymiennych rzeczowników. Istotna jest też zgodność z liczebnikami. Np. jabłko i dziecko są oba rodzaju nijakiego, ale jeśli chcemy powiedzieć, że są dwa, to nie będzie tak samo: „dwa jabłka”, „dwoje dzieci”. Wymiana nie daje poprawnych wyrażeń, więc zgodnie w wstępnym założeniem mamy dwa rodzaje nijakie. Możemy je nazwać nijakim głównym i nijakim zbiorowym ze względu na używane formy liczebników.
Jest jeszcze coś, czego do tej pory nie uwzględniłem. Pewne rzeczowniki występują tylko w liczbie mnogiej (plurale tantum, przymnogie). Uznanie ich za osobne rodzaje ma sens, bo gdyby np. uznać że drzwi to rodzaj nijaki (zbiorowy), to i tak nie podstawimy ich w miejsce rzeczownika w rodzaju nijakim w liczbie pojedynczej. Co więcej, takie rzeczowniki również nie są zawsze wymienne między sobą. Jeszcze drzwi i skrzypce można dowolnie wymieniać, ale drzwi i spodnie już nie. Problem pojawia się znowu przy liczebnikach. Możemy mieć „dwoje drzwi”, ale nie „dwoje spodni”. Spodnie w ogóle nie mogą się połączyć bezpośredno z liczebnikiem dwa, trzeba użyć wyrażenia „dwie pary spodni”. Jest jeszcze trzeci rodzaj rzeczowników przymnogich: takie jak wujostwo. Na oko wygląda jak rodzaj nijaki i liczba pojedyncza, ale gramatycznie zachowuje się jak męski osobowy w liczbie mnogiej: „wujostwo przyszli”. Ten rodzaj można by nazwać przymnogim męskoosobowym, a pozostałe przymnogim zbiorowym i… zabrakło mi pomysłów. Przymnogi niepoliczalny?
Powyższe rozróżnienia dają w sumie dziewięć rodzajów: trzy męskie, żeński, dwa nijakie i trzy przymnogie. Charakterystyczne, że język potrzebuje rozróżnienia męskich ludzi od męskich zwierząt i męskich rzeczy, a żeńskie to pod względem gramatycznym jednolita wymienna masa.
Ten system rodzajów pochodzi z pracy Zygmunta Saloniego Kategoria rodzaju we współczesnym języku polskim z 1976 roku i do tej pory chyba nikt nie znalazł bardziej szczegółowego.
Rodzaj gramatyczny oczywiście nie zawsze ma związek z faktyczną płcią lub żywotnością. Np. dziewczę jest rodzaju nijakiego (głównego, rzadziej zbiorowego*), a babsztyl i podlotek – męskiego zwierzęcego. Poza tym duża część nieożywionych przedmiotów ma rodzaj męski lub żeński, z czego nabijał się Ryan North w Dinosaur Comics w linkowanym odcinku i dwóch kolejnych. Ponadto rzeczy i pojęcia niematerialne mogą mieć nie tylko rodzaj męski rzeczowy, ale też męski zwierzęcy: np. as (w kartach), robot, miedziak, brydż albo świr (dziwactwo).
Czasem jednak jest odwrotnie i to płeć jest ważniejsza niż rodzaj. Dlatego „dwóch ludzi” to dwóch mężczyzn, a „dwoje ludzi” to mężczyzna i kobieta. Jeśli są dwie kobiety, to nie da się o nich powiedzieć używając formy rzeczownika człowiek z liczebnikiem dwa. Pozostają „dwie osoby”. Podobnie jest z niektórymi innymi rzeczownikami: „dwóch studentów” to faceci, „dwoje studentów” to chłopak i dziewczyna. Dwie dziewczyny to już „dwie studentki”. Można argumentować, że ludzie, studenci itp. w znaczeniu ‘grupa zróżnicowana płciowo’ to osobne rzeczowniki w rodzaju przymnogim zbiorowym. Przy okazji zwracam uwagę, że płeć też w ciekawy sposób wpływa na zaimki osobowe: „one” może oznaczać dowolną grupę ludzi, pod warunkiem że nie ma tam dojrzałych mężczyzn. Dodajmy jednego mężczyznę do tysiąca kobiet i zobaczymy, że jest wystarczająco ważny, żeby zmienić zaimek na męski osobowy „oni”.
Dziewięć rodzajów to dosyć dużo, ale na tym nie koniec – są rzeczowniki, którym nie da się przypisać rodzaju jednoznacznie. Najczęściej to są takie, które pasują zarówno do męskiego zwierzęcego, jak rzeczowego, np. grill, szampan, fart. Można „urządzić grill” lub „grilla”, „pić szampana” lub „szampan”, „mieć farta” lub „fart”. Ale są też liczne inne kombinacje, np. mini (spódniczka) może być „białe” lub „obcisła” (rodzaj nijaki główny lub żeński), bonsai (drzewko) może mieć rodzaj nijaki główny lub męski rzeczowy, a imię – nijaki główny („dwa imiona”) lub nijaki zbiorowy („dwojga imion”).
Zostawię temat rzeczowników, żeby zwrócić uwagę na jeszcze jedno dziwactwo związane z rodzajem w języku polskim: wypowiadając się w pierwszej osobie możemy zataić płeć, dopóki nie użyjemy czasu przeszłego. „Idę do domu” nie zawiera informacji o rodzaju gramatycznym mówiącego, ale „poszedłem/poszłam do domu” już tak. Więc jeśli chcielibyśmy przetłumaczyć na angielski zdanie „Poszedłem do domu” zachowując całą informację, wyszłoby coś w rodzaju „I went home and I’m male”. Cały czas mówiąc afiszujemy się ze swoją identyfikacją płciową, przypominając ją w co drugim zdaniu, i nawet o tym nie myślimy. Ciekawie musiałby wyglądać język polski, gdyby, zgodnie z postulatem T-Reksa z komiksu, miał również kategorię orientacji seksualnej i ją też, chcąc nie chcąc, musielibyśmy ujawianiać.
* Nie twierdzę, że ktoś mówi „dwa dziewczęta” (jak „dwa jabłka”), ale „dwóch dziewcząt” jest już o wiele częstsze niż „dwojga dziewcząt” (na podstawie Narodowego Korpusu Języka Polskiego). Z innymi liczebnikami nie ma takich problemów i tam główne dominują niepodzielnie. Jedynie biernik i mianownik z liczebnikiem dwa sprawiają problemy. Wyszukiwanie w Narodowym Korpusie Języka Polskiego pokazało, że fraza „dwa dziewczęta” nie jest używana, „dwoje dziewcząt” ma w pełnym korpusie 20 wystąpień, a „dwie dziewczęta” – 13 wystąpień. Czyli dziewczę jest rodzaju nijakiego głównego, chyba że jest ich dwoje, a wtedy bywa nawet rodzaju żeńskiego. Język polski jest czasem nieprzewidywalny.
Z grubsza chcielibyśmy, żeby podmienienie w poprawnym zdaniu rzeczownika na inny rzeczownik o tym samym rodzaju, liczbie i przypadku dawało zawsze zdanie poprawne gramatycznie (niekoniecznie sensowne). Artykuł w Wikipedii jako kryterium bierze zgodność z przymiotnikiem. To odpowiada wymaganiu, żeby rzeczowniki tego samego rodzaju łączyły się w danym przypadku z takimi samymi formami przymiotników. Sam biernik liczby pojedynczej pozwala wyróżnić cztery klasy: żeńską: „nową szafę”, nijaką: „nowe krzesło” i dwie męskie, bo mamy „nowego psa” i „nowy stół”, ale nie „nowy psa” albo „nowego stół”, co już pokazuje, że nie możemy wszystkich rzeczowników męskich traktować jako jeden rodzaj. Dalej, mianownik liczby pojedynczej pozwala odróżnić rodzaj męski osobowy, bo są „nowi pracownicy” i „nowe psy”. Trzy wyodrębnione rodzaje męskie będę dalej nazywał męskim osobowym, męskim zwierzęcym i męskim rzeczowym. Rodzaj męski rzeczowy zwykle najłatwiej rozpoznać po tym, że ma zawsze biernik równy mianownikowi.
Zgodność z przymiotnikami to jeszcze za mało, żeby określić klasy wymiennych rzeczowników. Istotna jest też zgodność z liczebnikami. Np. jabłko i dziecko są oba rodzaju nijakiego, ale jeśli chcemy powiedzieć, że są dwa, to nie będzie tak samo: „dwa jabłka”, „dwoje dzieci”. Wymiana nie daje poprawnych wyrażeń, więc zgodnie w wstępnym założeniem mamy dwa rodzaje nijakie. Możemy je nazwać nijakim głównym i nijakim zbiorowym ze względu na używane formy liczebników.
Jest jeszcze coś, czego do tej pory nie uwzględniłem. Pewne rzeczowniki występują tylko w liczbie mnogiej (plurale tantum, przymnogie). Uznanie ich za osobne rodzaje ma sens, bo gdyby np. uznać że drzwi to rodzaj nijaki (zbiorowy), to i tak nie podstawimy ich w miejsce rzeczownika w rodzaju nijakim w liczbie pojedynczej. Co więcej, takie rzeczowniki również nie są zawsze wymienne między sobą. Jeszcze drzwi i skrzypce można dowolnie wymieniać, ale drzwi i spodnie już nie. Problem pojawia się znowu przy liczebnikach. Możemy mieć „dwoje drzwi”, ale nie „dwoje spodni”. Spodnie w ogóle nie mogą się połączyć bezpośredno z liczebnikiem dwa, trzeba użyć wyrażenia „dwie pary spodni”. Jest jeszcze trzeci rodzaj rzeczowników przymnogich: takie jak wujostwo. Na oko wygląda jak rodzaj nijaki i liczba pojedyncza, ale gramatycznie zachowuje się jak męski osobowy w liczbie mnogiej: „wujostwo przyszli”. Ten rodzaj można by nazwać przymnogim męskoosobowym, a pozostałe przymnogim zbiorowym i… zabrakło mi pomysłów. Przymnogi niepoliczalny?
Powyższe rozróżnienia dają w sumie dziewięć rodzajów: trzy męskie, żeński, dwa nijakie i trzy przymnogie. Charakterystyczne, że język potrzebuje rozróżnienia męskich ludzi od męskich zwierząt i męskich rzeczy, a żeńskie to pod względem gramatycznym jednolita wymienna masa.
Ten system rodzajów pochodzi z pracy Zygmunta Saloniego Kategoria rodzaju we współczesnym języku polskim z 1976 roku i do tej pory chyba nikt nie znalazł bardziej szczegółowego.
Rodzaj gramatyczny oczywiście nie zawsze ma związek z faktyczną płcią lub żywotnością. Np. dziewczę jest rodzaju nijakiego (głównego, rzadziej zbiorowego*), a babsztyl i podlotek – męskiego zwierzęcego. Poza tym duża część nieożywionych przedmiotów ma rodzaj męski lub żeński, z czego nabijał się Ryan North w Dinosaur Comics w linkowanym odcinku i dwóch kolejnych. Ponadto rzeczy i pojęcia niematerialne mogą mieć nie tylko rodzaj męski rzeczowy, ale też męski zwierzęcy: np. as (w kartach), robot, miedziak, brydż albo świr (dziwactwo).
Czasem jednak jest odwrotnie i to płeć jest ważniejsza niż rodzaj. Dlatego „dwóch ludzi” to dwóch mężczyzn, a „dwoje ludzi” to mężczyzna i kobieta. Jeśli są dwie kobiety, to nie da się o nich powiedzieć używając formy rzeczownika człowiek z liczebnikiem dwa. Pozostają „dwie osoby”. Podobnie jest z niektórymi innymi rzeczownikami: „dwóch studentów” to faceci, „dwoje studentów” to chłopak i dziewczyna. Dwie dziewczyny to już „dwie studentki”. Można argumentować, że ludzie, studenci itp. w znaczeniu ‘grupa zróżnicowana płciowo’ to osobne rzeczowniki w rodzaju przymnogim zbiorowym. Przy okazji zwracam uwagę, że płeć też w ciekawy sposób wpływa na zaimki osobowe: „one” może oznaczać dowolną grupę ludzi, pod warunkiem że nie ma tam dojrzałych mężczyzn. Dodajmy jednego mężczyznę do tysiąca kobiet i zobaczymy, że jest wystarczająco ważny, żeby zmienić zaimek na męski osobowy „oni”.
Dziewięć rodzajów to dosyć dużo, ale na tym nie koniec – są rzeczowniki, którym nie da się przypisać rodzaju jednoznacznie. Najczęściej to są takie, które pasują zarówno do męskiego zwierzęcego, jak rzeczowego, np. grill, szampan, fart. Można „urządzić grill” lub „grilla”, „pić szampana” lub „szampan”, „mieć farta” lub „fart”. Ale są też liczne inne kombinacje, np. mini (spódniczka) może być „białe” lub „obcisła” (rodzaj nijaki główny lub żeński), bonsai (drzewko) może mieć rodzaj nijaki główny lub męski rzeczowy, a imię – nijaki główny („dwa imiona”) lub nijaki zbiorowy („dwojga imion”).
Zostawię temat rzeczowników, żeby zwrócić uwagę na jeszcze jedno dziwactwo związane z rodzajem w języku polskim: wypowiadając się w pierwszej osobie możemy zataić płeć, dopóki nie użyjemy czasu przeszłego. „Idę do domu” nie zawiera informacji o rodzaju gramatycznym mówiącego, ale „poszedłem/poszłam do domu” już tak. Więc jeśli chcielibyśmy przetłumaczyć na angielski zdanie „Poszedłem do domu” zachowując całą informację, wyszłoby coś w rodzaju „I went home and I’m male”. Cały czas mówiąc afiszujemy się ze swoją identyfikacją płciową, przypominając ją w co drugim zdaniu, i nawet o tym nie myślimy. Ciekawie musiałby wyglądać język polski, gdyby, zgodnie z postulatem T-Reksa z komiksu, miał również kategorię orientacji seksualnej i ją też, chcąc nie chcąc, musielibyśmy ujawianiać.
* Nie twierdzę, że ktoś mówi „dwa dziewczęta” (jak „dwa jabłka”), ale „dwóch dziewcząt” jest już o wiele częstsze niż „dwojga dziewcząt” (na podstawie Narodowego Korpusu Języka Polskiego). Z innymi liczebnikami nie ma takich problemów i tam główne dominują niepodzielnie. Jedynie biernik i mianownik z liczebnikiem dwa sprawiają problemy. Wyszukiwanie w Narodowym Korpusie Języka Polskiego pokazało, że fraza „dwa dziewczęta” nie jest używana, „dwoje dziewcząt” ma w pełnym korpusie 20 wystąpień, a „dwie dziewczęta” – 13 wystąpień. Czyli dziewczę jest rodzaju nijakiego głównego, chyba że jest ich dwoje, a wtedy bywa nawet rodzaju żeńskiego. Język polski jest czasem nieprzewidywalny.
piątek, 7 listopada 2014
Zdrobnienia w rodzinie
Już dawno zauważyłem, że w języku polskim niektóre zdrobnienia z czasem tracą nacechowanie i zdarza się, że wypierają niezdrobniałą wersję, która albo całkowicie znika z języka, albo zmienia znaczenie. Np. wyraz skarpetka jest w mojej świadomości nienacechowany, chociaż skarpeta jest nadal w użyciu (słownik PWN traktuje je na równi), zaś wyraz babcia niemal całkowicie wyparł baba w znaczeniu ‘matka ojca lub matki’, choć w trochę starszym słowniku to znaczenie jest jeszcze notowane.
Relacje rodzinne okazują się bogatym źródłem przykładów tego zjawiska. Spójrzmy na współcześnie używane nazwy tych relacji. Wiele z nich ma kształt typowy dla zdrobnień i po sprawdzeniu w słowniku Doroszewskiego (wydanym w latach 1958-69) okazuje się, że niezdrobniałe warianty rzeczywiście były notowane. Dla uproszczenia poszukiwań zakładałem, że jeśli wyraz wygląda jak zdrobnienie od innego wyrazu, który był używany w tym samym znaczeniu, to faktycznie był on pierwotnie zdrobnieniem. Nie jest to do końca oczywiste, ale brakuje mi zasobów do zbadania tego bardziej dogłębnie.
Wspomniana babcia jest o tyle ciekawa, że w zasadzie jest zdrobnieniem zdrobnienia. Wariant babka jest jeszcze używany, ale wydaje mi się, że przestaje być neutralny, chociaż słownik PWN nadal notuje go bez kwalifikatora. Ale jeśli się wpisze w wyszukiwarkę internetową „dzień babki”, to nieoczekiwanie większość wyników dotyczy 8 marca, a nie 21 stycznia.
Dziad też jest w aktualnym słowniku, ale nie jest neutralny: z jednej strony używany w pierwotnym znaczeniu ma podniosłe nacechowanie, a z drugiej ma wiele innych znaczeń, które się źle kojarzą. Dla mnie dziad w znaczeniu ‘ojciec ojca lub matki’ kojarzy się prawie wyłącznie z wyrażeniem „z dziada pradziada”, ale w Narodowym korpusie języka polskiego można znaleźć wiele innych wystąpień w tym znaczeniu, np. „przyjaźnił się z Szostakowiczem, którego dziad, polski patriota, za udział w powstaniu styczniowym został zesłany na Sybir” (Krzysztof Bilica, Wokół Chopina i Polski: siedem szkiców, 2005).
Przejdźmy do następnego pokolenia. Stryjenka i wujenka, coraz mniej używane, są zdrobnieniami od stryjna i wujna (oba hasła z kwalifikatorem „dawne, dziś gwarowe”). Obecnie oba są wypierane przez ogólniejszy wyraz ciotka (lub zdrobniale ciocia). Nietrudno się domyślić, że on również był pierwotnie zdrobnieniem, ale i tak mnie to zaskoczyło, biorąc pod uwagę, w jakim znaczeniu wyraz ciota jest używany współcześnie. Kwalifikator „st. pol.” w Wikisłowniku i nieobecność u Doroszewskiego sugerują, że przesunięcie nastąpiło bardzo dawno.
Ostatnie zdrobnienie w pokoleniu rodziców to wyraz matka, aktualnie zupełnie pozbawiony emocjonalnego nacechowania. Ale nawet słownik PWN ma hasło mać, oznaczone jako „dawne”. Nie trzeba mówić, z czym aktualnie kojarzy się to słowo.
Z kolei słowo córa jest nadal używane dość szeroko. U Doroszewskiego ma kwalifikatory „książkowe”, „rzadkie” i „potoczne”, a w moim odczuciu używa się go w charakterze żartobliwym lub podniosłym. Pojawia się przy tym skojarzenie z „córą Koryntu”, ale nie jest ono dominujące.
Można zauważyć, że do tej pory wymienione nazwy relacji były w przeważającej części żeńskie. Zobaczmy, co z żeńskich jeszcze zostało: bratowa, synowa, teściowa, bratanica, siostrzenica, siostra, wnuczka, kuzynka, szwagierka. Te kończące się na -owa musiałyby mieć zdrobnienie na -ówka. Te na -ica – -iczka lub -ka (jeszcze do tego wrócę). Zdrobnienie od siostra to oczywiście siostrzyczka i nie zanosi się, żeby miało wyprzeć oryginał. Natomiast wnuczka, kuzynka i szwagierka to oczywiście żeńskie wersje od słów: wnuk, kuzyn, szwagier. Wiadomo, że żeńskie wersje tworzy się podobnie do zdrobnień, również z końcówką -ka. Być może dlatego dla wielu Polaków żeńskie warianty nazw przedstawicielek różnych zawodów brzmią mało poważnie. Jednak dla formalności sprawdziłem, i niespodzianka: u Doroszewskiego jest hasło wnuka („dawne, dziś książkowe”). I kuzyna też („przestarzałe”). Nie znalazłem tylko żadnych śladów po hasłach szwagra lub szwagiera – być może takich nie było. To odkrycie nasunęło mi ciekawą hipotezę: być może to nie przypadek, że warianty żeńskie brzmią jak zdrobnienia. Być może kiedyś wcale tak nie było, ale kobiety były częściej zdrabniane, może dlatego, że były w życiu publicznym mniej ważne, tak jak miłostka jest mniej ważna niż miłość. A później sufiks -ka (zamiast -a) utrwalił się w funkcji tworzenia żeńskich wariantów; oczywiście nie twierdzę, że istniały żeńskie rzeczowniki profesora albo dyrektora. To bardzo śmiała hipoteza i nie podejmuję się żadnych poważnych badań w związku z nią, ale wydaje mi się zabawna.
Na koniec zostawiłem dziwną nieregularność. Dziadek nie jest jedynym męskiem zdrobnieniem wypierającym pierwotną wersję. Jest jeszcze bratanek, zdrobnienie od brataniec („przestarzałe”). To przypadek, w którym męski wariant jest zdrobnieniem, a żeński nie. Żeby było jeszcze dziwniej, to w słownikach jest też hasło bratanka, „dawne” w PWN i „przestarzałe” u Doroszewskiego. Jeśli trzymamy się wstępnych założeń, to bratanica musiała być pierwsza, a zdrobnienie bratanka pojawiło się, uwolniło się od nacechowania, a potem zanikło.
Relacje rodzinne okazują się bogatym źródłem przykładów tego zjawiska. Spójrzmy na współcześnie używane nazwy tych relacji. Wiele z nich ma kształt typowy dla zdrobnień i po sprawdzeniu w słowniku Doroszewskiego (wydanym w latach 1958-69) okazuje się, że niezdrobniałe warianty rzeczywiście były notowane. Dla uproszczenia poszukiwań zakładałem, że jeśli wyraz wygląda jak zdrobnienie od innego wyrazu, który był używany w tym samym znaczeniu, to faktycznie był on pierwotnie zdrobnieniem. Nie jest to do końca oczywiste, ale brakuje mi zasobów do zbadania tego bardziej dogłębnie.
Wspomniana babcia jest o tyle ciekawa, że w zasadzie jest zdrobnieniem zdrobnienia. Wariant babka jest jeszcze używany, ale wydaje mi się, że przestaje być neutralny, chociaż słownik PWN nadal notuje go bez kwalifikatora. Ale jeśli się wpisze w wyszukiwarkę internetową „dzień babki”, to nieoczekiwanie większość wyników dotyczy 8 marca, a nie 21 stycznia.
Dziad też jest w aktualnym słowniku, ale nie jest neutralny: z jednej strony używany w pierwotnym znaczeniu ma podniosłe nacechowanie, a z drugiej ma wiele innych znaczeń, które się źle kojarzą. Dla mnie dziad w znaczeniu ‘ojciec ojca lub matki’ kojarzy się prawie wyłącznie z wyrażeniem „z dziada pradziada”, ale w Narodowym korpusie języka polskiego można znaleźć wiele innych wystąpień w tym znaczeniu, np. „przyjaźnił się z Szostakowiczem, którego dziad, polski patriota, za udział w powstaniu styczniowym został zesłany na Sybir” (Krzysztof Bilica, Wokół Chopina i Polski: siedem szkiców, 2005).
Przejdźmy do następnego pokolenia. Stryjenka i wujenka, coraz mniej używane, są zdrobnieniami od stryjna i wujna (oba hasła z kwalifikatorem „dawne, dziś gwarowe”). Obecnie oba są wypierane przez ogólniejszy wyraz ciotka (lub zdrobniale ciocia). Nietrudno się domyślić, że on również był pierwotnie zdrobnieniem, ale i tak mnie to zaskoczyło, biorąc pod uwagę, w jakim znaczeniu wyraz ciota jest używany współcześnie. Kwalifikator „st. pol.” w Wikisłowniku i nieobecność u Doroszewskiego sugerują, że przesunięcie nastąpiło bardzo dawno.
Ostatnie zdrobnienie w pokoleniu rodziców to wyraz matka, aktualnie zupełnie pozbawiony emocjonalnego nacechowania. Ale nawet słownik PWN ma hasło mać, oznaczone jako „dawne”. Nie trzeba mówić, z czym aktualnie kojarzy się to słowo.
Z kolei słowo córa jest nadal używane dość szeroko. U Doroszewskiego ma kwalifikatory „książkowe”, „rzadkie” i „potoczne”, a w moim odczuciu używa się go w charakterze żartobliwym lub podniosłym. Pojawia się przy tym skojarzenie z „córą Koryntu”, ale nie jest ono dominujące.
Można zauważyć, że do tej pory wymienione nazwy relacji były w przeważającej części żeńskie. Zobaczmy, co z żeńskich jeszcze zostało: bratowa, synowa, teściowa, bratanica, siostrzenica, siostra, wnuczka, kuzynka, szwagierka. Te kończące się na -owa musiałyby mieć zdrobnienie na -ówka. Te na -ica – -iczka lub -ka (jeszcze do tego wrócę). Zdrobnienie od siostra to oczywiście siostrzyczka i nie zanosi się, żeby miało wyprzeć oryginał. Natomiast wnuczka, kuzynka i szwagierka to oczywiście żeńskie wersje od słów: wnuk, kuzyn, szwagier. Wiadomo, że żeńskie wersje tworzy się podobnie do zdrobnień, również z końcówką -ka. Być może dlatego dla wielu Polaków żeńskie warianty nazw przedstawicielek różnych zawodów brzmią mało poważnie. Jednak dla formalności sprawdziłem, i niespodzianka: u Doroszewskiego jest hasło wnuka („dawne, dziś książkowe”). I kuzyna też („przestarzałe”). Nie znalazłem tylko żadnych śladów po hasłach szwagra lub szwagiera – być może takich nie było. To odkrycie nasunęło mi ciekawą hipotezę: być może to nie przypadek, że warianty żeńskie brzmią jak zdrobnienia. Być może kiedyś wcale tak nie było, ale kobiety były częściej zdrabniane, może dlatego, że były w życiu publicznym mniej ważne, tak jak miłostka jest mniej ważna niż miłość. A później sufiks -ka (zamiast -a) utrwalił się w funkcji tworzenia żeńskich wariantów; oczywiście nie twierdzę, że istniały żeńskie rzeczowniki profesora albo dyrektora. To bardzo śmiała hipoteza i nie podejmuję się żadnych poważnych badań w związku z nią, ale wydaje mi się zabawna.
Na koniec zostawiłem dziwną nieregularność. Dziadek nie jest jedynym męskiem zdrobnieniem wypierającym pierwotną wersję. Jest jeszcze bratanek, zdrobnienie od brataniec („przestarzałe”). To przypadek, w którym męski wariant jest zdrobnieniem, a żeński nie. Żeby było jeszcze dziwniej, to w słownikach jest też hasło bratanka, „dawne” w PWN i „przestarzałe” u Doroszewskiego. Jeśli trzymamy się wstępnych założeń, to bratanica musiała być pierwsza, a zdrobnienie bratanka pojawiło się, uwolniło się od nacechowania, a potem zanikło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)